Wracam Do Gry

24 km, pierwszy maraton i HYROX Pro. Mój plan na najbliższe miesiące.

Są takie momenty, kiedy człowiek czuje, że znowu chce wejść do gry. Nie dlatego, że obejrzał kilka motywacyjnych rolek i nagle stwierdził, że od poniedziałku będzie maszyną. Bardziej dlatego, że coś w środku mówi: dobra, czas znowu zrobić coś konkretnego.

I właśnie tak jest u mnie teraz. Od roku chodzi mi po głowie Iron Man, ale jeszcze w życiu nie przebiegłem maratonu!

I tak na najbliższe miesiące mam trzy cele: 24 km 29 sierpnia NordanRun, pierwszy maraton w Poznaniu 4 października i HYROX Pro 21-22 listopada. Brzmi ambitnie? No pewnie. Ale szczerze mówiąc, właśnie tego mi było trzeba. Tego mi brakowało!

Po ostatnich miesiącach czuję, że nie chcę już trenować tylko po to, żeby „coś tam robić”. Nie chcę też ćwiczyć wyłącznie pod sylwetkę, pod tabelkę albo pod poczucie, że jestem grzecznym chłopcem, który odhacza treningi. Chcę znowu poczuć cel. Taki, który trochę straszy, ale jeszcze bardziej ciągnie do przodu.

Już nie chodzi tylko o formę na lato

Był u mnie czas budowania bazy. Siła, mięśnie, lepsza sylwetka, lepsze jedzenie, więcej ogarnięcia. I to było potrzebne. Ciężko myśleć o długim biegu, maratonie czy HYROX-ie, jeśli ciało jest poskładane jak krzesło z promocji i trzyma się tylko dlatego, że nikt go mocniej nie dotknął.

Ale dziś chcę czegoś więcej.

Nie chodzi już tylko o to, żeby dobrze wyglądać bez koszulki. Chcę dobrze biegać, mieć mocną głowę, utrzymać siłę i wejść na start z poczuciem: jestem gotowy, a nie tylko podjarany. To jest duża różnica. Podjaranie trwa dwa dni. Gotowość zostaje na dłużej.

Dlatego te trzy cele tak dobrze mi siedzą. 24 km to dla mnie pierwszy poważny test. Maraton w Poznaniu to wejście poziom wyżej. A HYROX Pro to wisienka na torcie. Albo raczej hantel rzucony na tort. Ten układ mi się podoba, bo tu nie ma miejsca na przypadek. Trzeba zbudować bazę, dobrze rozłożyć siły, nie przesadzić i nie spalić się po drodze. To nie jest plan pod jeden weekend. To jest plan pod kilka miesięcy roboty. I właśnie to jest w tym dobre.

Tym razem nie wymyślałem tego sam

Kiedyś zrobiłbym jak większość z nas. Usiadłbym wieczorem, odpalił YouTube, obejrzał 12 filmów o maratonie, 8 o HYROX-ie, kilka o strefie 2 i dwa o mobilności bioder. Po godzinie byłbym jednocześnie ekspertem od wszystkiego i pewny niczego. Klasyka.

Tym razem zrobiłem inaczej. Plan ułożył mi Karlos w projekcie Life Lab. I nie chodzi tu o żadne kosmiczne czary. Po prostu usiedliśmy do tego jak do normalnego życia. Ile mam realnie czasu? Kiedy jest rodzina, a kiedy jest praca? Kiedy mogę mocniej docisnąć? A kiedy lepiej odpuścić, żeby się nie rozjechać?

To właśnie siadło mi najbardziej.

Bo to nie jest plan dla gościa, który mieszka sam, śpi dziewięć godzin, ma lodówkę pełną pudełek i jedyne zmartwienie to czy dziś pobiec osiem czy dziesięć kilometrów. To jest plan dla mężczyzny, który ma życie. I właśnie dlatego może zadziałać.

O AI Health Coach pisałem TUTAJ

Jak to wygląda w praktyce

Bardzo prosto. I dobrze. Bo większość ludzi nie potrzebuje bardziej skomplikowanego planu. Potrzebuje planu, który przeżyje wtorek, czwartek i rodzinny weekend.

Mój tydzień wygląda teraz tak: poniedziałek spokojniej, bardziej pod rodzinę, spacery, mobilność i opcjonalnie sauna. We wtorek wchodzi własny trening pod HYROX i siłę funkcjonalną. W środę bieg po pracy. Czwartek CrossFit. W piątek znowu lżej: mobilność, spacer, ewentualnie sauna. Sobota to opcja: skill, CrossFit albo po prostu wolne. Niedziela należy do long runu.

I właśnie słowo „opcja” jest tu ważne.

Nie wszystko musi wejść idealnie. Nie jestem maszyną do odhaczania. Jest rodzina, jest życie, są wyjazdy, są dni, kiedy czujesz moc, i są dni, kiedy czujesz się jak stary kabel HDMI znaleziony w szufladzie. Plan musi to wytrzymać. Inaczej nie ma sensu.

Maraton nie jest po to, żeby wrzucić medal na Fejsa

To też chcę powiedzieć wprost. Ten maraton nie jest po to, żeby potem wrzucić zdjęcie z medalem i napisać coś o przekraczaniu granic wszechświata. To będzie mój pierwszy maraton i chcę go ukończyć mądrze. Nie bohatersko ani głupio lub na zasadzie: „jakoś poleci”. Po prostu dobrze.

Tak, żeby po wszystkim nie mówić: „było ciężko, ale przynajmniej nauczyłem się, że człowiek nie powinien biec 42 km bez sensownego przygotowania”. Nie interesuje mnie taka lekcja. Interesuje mnie lepsza: jak trenować długo, regularnie i bez rozwalania siebie.

HYROX dalej siedzi mi w głowie

I chyba już tak zostanie. Jeśli raz wszedłeś w ten klimat, to wiesz, o co chodzi. Bieg, stacje, tętno pod sufit, nogi palą, głowa gada, potem przestaje gadać i zostaje tylko robota. W tym jest coś cholernie uzależniającego. Moje emocje i radość opisałem z ostatnich zawodów w Warszawie w 2025 o TUTAJ

Dlatego nie robię teraz czegoś w stylu: „najpierw tylko maraton, a potem zobaczymy”. Nie. HYROX cały czas siedzi z tyłu głowy. CrossFit zostaje. Trening funkcjonalny zostaje. Siła zostaje. Po prostu środek ciężkości przesuwa się teraz bardziej w stronę biegania, żeby później wrócić mocniej do specyfiki pod listopad.

I właśnie to ma sens. Bo nie gryzie się z życiem. Nie wywraca wszystkiego do góry nogami. To nie jest rewolucja. To jest dobrze ustawiony blok.

Może zainteresuje Ciebie też ten artykuł, w którym porównuję: Cardio vs Trening Siłowy

Najbardziej cieszy mnie jedna rzecz

Ten plan nie wygląda spektakularnie. I to jest komplement.

Naprawdę. Im jestem starszy, tym bardziej widzę, że najlepsze plany to nie te, które wyglądają brutalnie na screenie. Najlepsze są te, które da się powtórzyć przez tygodnie. Bez wielkiego gadania, sztucznego pompowania się i grania twardziela.

Po prostu robisz wtorek. Robisz środę. Robisz czwartek. Bronisz long runu. Wracasz. I za kilka miesięcy jesteś w zupełnie innym miejscu.

To nie jest sexy. Ale działa. A ja coraz bardziej lubię rzeczy, które działają, bardziej niż te, które tylko dobrze wyglądają.

Czego chcę się nauczyć w tym procesie

Nie tylko lepiej biegać. Czy też lepiej znosić wysiłek. Ani dla poprawy wyniku. Chcę się nauczyć trenować tak, żeby być mocniejszym, mieć więcej energii, nie rozwalać regeneracji, nie odbierać czasu najbliższym i nie robić z planu sportowego kolejnego etatu.

To jest dla mnie ważne.

Bo dziś forma to już nie jest tylko brzuch, barki i wynik na zegarku. Forma to też cierpliwość, obecność, głowa, spokój i ciało, które Ci pomaga, a nie ciągnie Cię w dół. To brzmi prosto, ale wiem po sobie, że właśnie to jest najtrudniejsze.

Dlatego wracam z tym na bloga

Męski Balans nie powstał po to, żeby wrzucać tu idealne historie. Powstał po to, żeby pokazywać prawdziwe życie faceta, który chce być w formie, ale nie chce przy tym zgubić siebie.

Ja nie jestem zawodowcem. Nie żyję z biegania ani z CrossFitu. Brak czasu na sen po południu między treningami. Nie mam prywatnego kucharza, fizjo i kamery, która nagrywa moje morning routine. Mam normalne życie. I właśnie dlatego ten temat wydaje mi się ważny.

Bo wielu facetów jest dziś dokładnie w tym samym miejscu. Chcą wrócić do formy, mieć plan. Chcą znowu poczuć ogień. Ale nie chcą przy tym odklejać się od życia. I bardzo dobrze. Bo nie o to chodzi, żeby uciekać od życia do treningu. Chodzi o to, żeby trening pomagał Ci lepiej żyć.

Jeśli też jesteś w takim miejscu

To może ten tekst jest też trochę dla Ciebie.

Jeśli czujesz, że chcesz ruszyć z miejsca, poprawić zdrowie, znowu poczuć się mocniejszy, ale potrzebujesz prostego planu, a nie miliona bodźców, to właśnie po to zbudowałem swoją ofertę. Nie pod modne hasła. Nie pod cudowne rozwiązania. Tylko pod normalnych ludzi, którzy chcą konkretu, rozsądku i efektu. Takiego, który zostaje dłużej niż tydzień.

Jeśli chcesz, mogę Ci pomóc ogarnąć to po ludzku: trening, jedzenie, regenerację i prosty system, który da się utrzymać w normalnym życiu. Bez fit-ściemy i bez robienia z tego religii. Napisz do mnie lub zarezerwuj 15 min rozmowę.

Wracam do gry

Plan jest. Cele są. Teraz zostaje najważniejsze: robić robotę. Tydzień po tygodniu. Trening po treningu. Bez wielkich deklaracji, zbędnego teatru i szukania idealnego momentu, bo on zwykle nie przychodzi. Trzeba go sobie zrobić samemu.

A ja właśnie to teraz robię.

Wracam do gry i czuję, że to będzie dobry blok.

Jeśli jesteś ciekaw jak mi idzie to zapisz się na Newsletter lub obserwuj mnie na social mediach:

  1. Instagram
  2. Linkedin – tu pisze o technologiach, danych i AI
  3. Facebook

Podobne wpisy

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *